Festiwal na kolanach

Upadek jarocińskiej legendy – festiwalu muzyki rockowej stał się faktem. Tendencję do zwijania się tej, jakże ważnej dla wizerunku Jarocina imprezy można było dostrzec od jej edycji w 2015 roku. Rozmach był duży, ale efekt mizerny. W kolejnych latach było już tylko gorzej.

            Nie mam zamiaru pastwić się nad sprawcą tego spektakularnego upadku, wytykać błędy, ale proponuję żeby zastępca burmistrza „ds. festiwalu” – Robert Kaźmierczak zrobił poważny rachunek sumienia, którego efektem będzie to, że w kolejnych latach organizacją festiwalu zajmą się profesjonaliści, co pozwoli mieć nadzieję, że festiwal powstanie z kolan, a jego format i zainteresowanie tym wydarzeniem wróci do poziomu sprzed 2015 roku.

 

            Chciałbym jednak zwrócić uwagę na inny, ale bardzo istotny dla Gminy Jarocin efekt agonii naszego festiwalu.

 

            Fiasko tej imprezy, to poważny problem związany z wizerunkiem i promocją naszego samorządu i miejsca, w którym żyjemy. Legenda jarocińskiego festiwalu – kolebki polskiego rocka, miejsca w którym słowo „wolność” miało zawsze swoje specyficzne, ale bardzo istotne znaczenie w sposób naturalny, ale też decyzją władz samorządowych stało się naszym symbolem, w oparciu o który lansowano w Polsce nasz region. Festiwal rockowy i jego klimat jest reliktem historycznym, ale tego nie zmienimy, bo czasy i gusta muzyczne się zmieniają, ale w Jarocinie powinno być muzycznie tak, jak to było kiedyś, bo z takim stylem nas kojarzą i w oparciu o taki styl budowaliśmy naszą reklamę.

 

            Nie jest odkrywczym stwierdzenie, że rynek nie lubi próżni. Na zgliszczach jarocińskiej imprezy rockowej doskonale rozwijają się w sąsiednich gminach:Nowym Mieście, czy Żerkowie imprezy muzyczne, które swym rozmachem i zainteresowaniem robią coraz większe wrażenie.

 

            Nie idźmy więc tą drogą – drogą katastrofy festiwalu – symbolu naszego miasta i regionu, bo najgorsze co może się nam przytrafić to Jarocin rozpoznawany w świecie przez pryzmat śmietniska, kukurydzy radnego, czy „żółtych papierów” rozdawanych mieszkańcom przez burmistrza Adama Pawlickiego.

Walczak Jerzy