Czy festiwal jest jeszcze naszym priorytetem?

Ubiegłoroczna edycja naszego rockowego festiwalu pokazała, że impreza ta osiągnęła najniższe loty w swej historii. Może gorzej było tylko w latach, gdy jej wcale nie organizowano.

Chyba pierwszy raz z nadzieją i pewną dozą optymizmu przyjąłem decyzję burmistrza Pawlickiego, z którym generalnie bardzo rzadko się zgadzam, a który stanowczo zapowiedział zmianę organizatora festiwalu i jego ostatniej formuły. Bodźcem do tych działań wydawało się zdecydowanie coraz mniejsze zainteresowanie festiwalem, a co za tym idzie fatalna frekwencja.

Liczyłem na chłodną analizę i decyzję o powrocie do powierzania organizacji festiwalu profesjonalnym agencjom artystycznym.

Mijający czas pokazał, że chyba się myliłem, gdy ws. festiwalu zaufałem Adamowi Pawlickiemu.

Z informacji, jakie publikuje w ostatnim wydaniu „Gazeta Jarocińska” dowiadujemy się, że w połowie lutego nic w sprawie tegorocznego festiwalu nie wiadomo, poza tym, że zorganizuje go prawdopodobnie fundacja dyrektora od rozbudowy basenu, który ucieka przed dziennikarzami i podobnego festiwalu raczej nigdy wcześniej nie organizował. Zanosi się wiec, że zamiast lepiej, to w 2019 roku może być z festiwalem tylko gorzej.

Przed laty – połowa lutego, to był czas ostatnich negocjacji z organizatorem festiwalu, który był wyłoniony w procedurze jawnej i czas podpisywania ostatecznej umowy.

Media też wówczas wydawały się dużo mniej cierpliwe i bardziej dociekliwe przy pozyskiwaniu informacji festiwalowych. Dzisiaj czytając komentarz redaktora Nawrockiego odniosłem wrażenie, że też już chyba stracił wiarę w wagę i siłę słowa pisanego.

Czyżby było nam już obojętne jaki los czeka nasz „Jarocin festiwal”?

Obojętność i zniechęcenie, to najgorsze co możemy dla festiwalu zrobić!